Bł. Marta Wołowska, niepokalanka, jest jedyną błogosławioną urodzoną i wychowaną w Lublinie. Jej obraz jest w archikatedrze, upamiętnia ją tablica na kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 62.

Marta Wołowska urodziła się 12 października 1879 r. w Lublinie. Na chrzcie otrzymała imię Kazimiera. Pochodziła z wielodzietnej rodziny ziemiańsko-inteligenckiej Józefa i Marii z Buszczyńskich. Gdy miała 13 lat zmarła jej matka. Kształciła się prywatnie w domu. Tu miała możliwość spotykania wybitnych krzewicielami polskiego życia religijnego, np. bł. Honorata Koźmińskiego, założyciela wielu utajnionych zgromadzeń zakonnych (tzw. „skrytek”).

Jej powołanie zakonne wiąże się z mistycznym przeżyciem w kościele kapucynów przy Krak. Przedmieściu, w pobliżu domu rodzinnego. Jak sama opowiadała w dzień Wszystkich Świętych 1898 r., podczas Mszy św. „zaszło coś, czego do dziś dnia wytłumaczyć sobie nie mogę. Modliłam się, dobrze mi było […] oddawałam się Panu Jezusowi na wszystko. Wtem w duszy stanęła mi Mateczka [Marcelina Darowska] […]. Stanęło mi Zgromadzenie nasze jako wolą Bożą mi przeznaczone”. Wspomina także: „Pokazał mi Pan Jezus całe moje życie – jakbym je wtedy przeżyła. Pokazał mi Pan Jezus bliską śmierć mego ukochanego ojca, a także parę zewnętrznych zdarzeń, które się co do joty sprawdziły”.

W 1900 r. Kazimiera wstąpiła do Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu, dziś Ukraina, na terenie zaboru austriackiego. Śluby wieczyste złożyła w 1909 r. Pracowała w różnych klasztorach, głównie na Wołyniu. W sierpniu 1919 r. s. Marta dotarła do Kowla, gdzie objęła opieką grupę około 50 dzieci – sierot wojennych, mających od półtora do sześciu lat. „Były to dzieci pozbierane z lasów i dróg – pisała siostra Marta w sprawozdaniu – które prócz okropności wojennych niczego w życiu nie widziały”. Pisze także: „Szłam zupełnie na ślepo, ufając bezgranicznie Matce naszej świętej. W każdej zaś okoliczności brzmiały mi słowa Mateczki Trzeba tylko zacząć”.

W latach 1929-1932 przebywała w Wirowie k. Sokołowa Podlaskiego, gdzie była przełożoną klasztoru i dyrektorką Seminarium Nauczycielskiego. Ci którzy mieli okazję poznać s. Martę mówili, że była jak matka. Miała dar skupionego słuchania. Była energiczna i realnie patrząca na życie. Cieszyła się ogromnym autorytetem i szacunkiem. Zawsze pełna jakiejś szczególnej godności, ale skromna i cicha. Słynęła ze szczególnej troski o wychowanie dzieci i młodzieży oraz opieki nad ubogimi. Czyniła to niezależnie od narodowości i wyznania. Gdy miała opuścić wołyński Maciejów, miejscowi Żydzi prosili władze zakonne, aby nie zabierano im „naszej Pani Marty”, jak ją nazywali.

Kiedy zaczęła się II wojna światowa, s. Marta pracowała na placówce w Słonimie (dziś Białoruś). Najpierw musiała uciekać przed sowieckimi żołdakami. 25 czerwca 1941 r. do Słonima wkroczyli Niemcy. Siostry mogły powrócić do klasztoru. Jednak wkrótce zaczęła się eksterminacja Żydów i niszczenie polskiej inteligencji. 8 września 1942 r. s. Marta została wezwana na Gestapo. Oskarżano ją o ukrywanie żydowskiej dziewczynki – „przewinienie”, za które karą była śmierć. Szantażowano, ostrzegano, grożono i tym razem wypuszczono…

Gdy Niemcy likwidowali getto, uciekła grupa Żydów. Znaleźli schronienie w klasztorze. S. Marta wiedziała dobrze, że za udzielenie pomocy uciekinierom grozi śmierć. Gestapo przyszło po siostrę przełożoną 18 grudnia 1942 r. około godziny 23. Do przełożonej dołączyła s. Ewa Noiszewska, również błogosławiona, która nie chciała puścić s. Marty samej. Aresztowano także kapelana – jezuitę o. Adam Sztarka. Ich przestępstwem była pomoc drugiemu człowiekowi w imię miłości Boga i bliźniego. Całą trójkę przewieziono do miejskiego więzienia, gdzie byli już inni skazańcy. Siostry uspokajały płaczących współwięźniów, zachęcały do cierpienia i pogodzenia się z wolą Bożą. Mówiły: „Jesteśmy wszyscy w obliczu śmierci. Módlmy się, abyśmy godnie mogli przyjąć śmierć męczeńską”. Razem głośno odmawiano Różaniec.

O godz. 2.00 w nocy, już 19 grudnia, do więzienia weszła grupa żandarmów, żądając oddania wszystkich przedmiotów. Siostra Marta poprosiła, aby pozwolono jej pozostawić krzyż. W odpowiedzi niemiecki żołnierz wyrwał jej krucyfiks z ręki i rzucił na ziemię. Siostrę przewrócił i zaczął kopać. Gdy ta wstała, podniosła krzyż, ucałowała go i powiedziała: „Jezu, wszystko dla Ciebie i dla naszej biednej Polski!”.

Nad ranem, gdy było jeszcze ciemno, wszystkich wywieziono na Górę Pietralewicką, położoną 2 km od Słonimia. Tu polecono im się rozebrać. Skazańcy kładli się ciasno obok siebie w dołach po wybranym żwirze. Pluton egzekucyjny strzelał do leżących z broni maszynowej. Kładła się na nich następna „warstwa” ludzi i kolejne serie. S. Marta trzymała uniesioną do góry rękę z krzyżem. Przed śmiercią zdążyła wykrzyknąć: „Boże! Przebacz im, bo nie wiedzą czynią!”.

Beatyfikował ją św. Jan Paweł II w Warszawie 13 czerwca 1999 r. w grupie 108 męczenników II wojny światowej.

Opracował: ks. Krzysztof Kwiatkowski

Bibliografia:

bł. MARIA MARTA od Jezusa Kazimiera WOŁOWSKA, w: http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/1219blMARIAMARTAWOLOWSKAmartyr01.htm (3.11.2025 r.)

Błogosławiona Marta Wołowska, w: https://www.niedziela.pl/artykul/134281/nd/Blogoslawiona-Marta-Wolowska (3.11.2025)